Włodzimierz Cimoszewicz - Dokumenty
Strona główna arrow Dokumenty
Nie kieruję się kalkulacją osobistych zysków - Cimoszewicz dla onet.pl
  • Redaktor: Administrator |
  • 14.07.2010.

11 i 12 lipca na portalu ONET.PL ukazał sie wywiad - pierwsza tak obszerna rozmowa Włodzimierza Cimoszewicza po długiej przerwie, związanej z wyborami prezydenckimi.

 

Całość znajdą Internauci pod takimi oto linkami:

 

http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/cimoszewicz-nie-pogratulowalem-komorowskiemu-nie-s,1,3320859,aktualnosc.html

 

oraz

 

http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/cimoszewicz-kaczynski-nie-jest-niewinnym-dzieciatk,1,3321058,aktualnosc.html 

 

Na tej stronie przedstawiamy obszerne fragmenty tego wywiadu, ktory spowodował wiele komentarzy. Rozmawiał Jacek Nizinkiewicz.

 

- Popierany przez Pana Bronisław Komorowski wygrał wybory prezydenckie. Jakim prezydentem będzie Komorowski?

 

- Łatwiej jest mówić o nadziejach niż prognozach. Jest bardzo prawdopodobne, że będzie z jednej strony starał się współpracować z rządem, z drugiej - spróbuje wcielić się w rolę "prezydenta wszystkich Polaków". I jedno, i drugie jest potrzebne. Ma spore doświadczenie polityczne, wiele wie o kwestiach bezpieczeństwa i obronności, powinien znaleźć miejsce w swoim otoczeniu dla dobrego ekonomisty i prawnika.

 

Mam nadzieję, że gdy trochę ochłonie i przyzwyczai się do swojego urzędu, znajdzie czas, by spojrzeć dalej w przyszłość i zastanowić się nad problemami jakie stoją i staną przed Polską i Europą w ciągu następnych 20-30 lat. Jest zrozumiale, że rządy działają w perspektywie kilku lat.

 

Społeczeństwo powinno wiedzieć dokąd zmierza w perspektywie pokolenia. Prezydent może w tym przypadku odegrać bardzo ważną rolę.

 

- Czy będzie prezydentem zależnym od Donalda Tuska?

 

- Byłby to błąd z jego strony. Wydaje mi się, że ma sporą szansę, by samodzielnie udźwignąć swoją odpowiedzialność.

 

- Jak Pan ocenia pierwsze decyzje personalne Komorowskiego: powołanie szefa Kancelarii Prezydenta i szefa BBN oraz wskazanie dwóch nowych członków KRRiT jeszcze jako marszałek Sejmu?

 

- Fakt, że zrobił to jako marszałek pełniący obowiązki prezydenta, jest bez znaczenia. Miał takie prawo. Czym innym jest ocena trafności tych decyzji. Dwie pierwsze nie budzą moich wątpliwości. Dwie ostatnie zdają się zapowiadać, że w mediach publicznych zamieni stryjek siekierkę na kijek. Jeśli tak się stanie, PO skompromituje się i w oczach sporej części swoich wyborców straci na wiarygodności.

 

- Dlaczego zrobił to w ostatniej chwili swojego marszałkowania i czy to pierwszy zgrzyt na linii prezydent-premier? Możemy spodziewać się "szorstkiej przyjaźni"?

 

- Decyzje dotyczące kancelarii prezydenta były pilne i nie widzę tu żadnego problemu. Gdyby ich nie podjął teraz, musiałby czekać parę tygodni do czasu swojego zaprzysiężenia. Koncepcje dotyczące ładu medialnego powinien omówić z szefem rządu. Czy to zrobił? Tego nie wiemy.

 

- Jak Pan, jako były marszałek Sejmu, ocenia wybór Grzegorz Schetyny na to stanowisko?

 

- Jednym z problemów, z którymi będzie musiał sobie poradzić, będzie skuteczne przekonanie opozycji, że nie jest wyłącznie funkcjonariuszem swojej partii "rzuconym przez partię na to stanowisko". To, że marszałek wywodzi się z partii rządzącej jest normą, jednak ma on swoje powinności także wobec przeciwników politycznych.

 

- Komorowski nie naobiecywał zbyt wiele w tych wyborach? W ciągu 500 dni uda mu się spełnić obietnice?

 

- Wszyscy obiecywali ponad granice rozsądku. To, co oglądaliśmy w debatach telewizyjnych było popisem nieodpowiedzialnego populizmu. Sporo z tych obietnic można oczywiście zrealizować, jednak czy będzie to sensowne? W wielu przypadkach mam wątpliwości. Np. zamiast przywracać ulgi przejazdowe studentom lepiej byłoby chyba wesprzeć finansowo uczelnie po to, by ci sami studenci zdobywali wiedzę na wyższym poziomie. To im się bardziej przyda w życiu.

 

Mam nadzieję, że Bronisław Komorowski przemyśli jeszcze raz swoją opinię o wyborach do Sejmu w okręgach jednomandatowych. Pomysł bardzo dyskusyjny i jednocześnie mało realny bo wymagający zmiany konstytucji. Zamiast awantury o to, lepiej zająć się czymś innym.

 

(...)


- Grzegorz Napieralski nie wskazał swojemu elektoratowi, żeby ten zagłosował na Komorowskiego, czy Jarosława Kaczyńskiego w II turze wyborów prezydenckich? Popełnił błąd?

 

- To zależy od kryteriów oceny. Jeśli myślał o swoim osobistym i partyjnym interesie, to nie popełnił błędu, bo z nikim nie zadarł. Jeśli jednak chciałby pomyśleć w kategoriach państwa, to nie powinien udawać, że między panami K. nie było różnicy. To był typowy oportunizm. Ja to odrzucam.

 

- A czy według Pana w przyszłości możliwa jest koalicja parlamentarna SLD-PiS lub inna forma współpracy obu partii?

 

- Wydawało mi się, że jest to kategorycznie wykluczone, ale teraz nie jestem tego pewien. Lewica jest w rękach cyników, którzy w gruncie rzeczy nie mają żadnych trwałych poglądów. Mogli robić interesy w TVP i Polskim Radio, mogą i gdzie indziej.

 

- W kampanii wyborczej z ust Jarosława Kaczyńskiego i polityków PiS padło wiele ciepłych słów pod adresem polityków lewicy na czele z Józefem Oleksym. Czy pan wierzy w szczerość intencji polityków PiS? Oleksy na miłe słowa Kaczyńskiego bardzo się ucieszył. Pan też czuje się zrehabilitowany przez polityków prawicy z Kaczyńskim na czele?

 

- To oczywiście była gra pozorów i w związku z tym nie ma to żadnej wartości. Ja nie mam powodu do oczekiwania jakiejkolwiek rehabilitacji nie tylko ze strony tej partii ale i jakiejkolwiek innej.

 

(...)


- Leszek Miller powiedział o Panu, że oddając głos na Komorowskiego w I turze: "Cimoszewicz przelicytował , bo wszystko wskazuje, że będzie druga tura i jego ruch na rzecz Komorowskiego okaże się pustym gestem. Co więcej, pęknie przekonanie o szczególnych wpływach byłego ministra". Czy tak się stało?

 

- Zrobiłem, co mogłem żeby pomóc Komorowskiemu, bo w moim przekonaniu taki był interes naszego państwa. Nie kierowałem się kalkulacją osobistych zysków, czy ryzyka. Zdaję sobie sprawę, że wielu polityków po prostu nie jest w stanie tego zrozumieć.

 

- Janusz Palikot powiedział, że poparcie Cimoszewicza zaszkodziło Komorowskiemu, a Aleksander Kwaśniewski powiedział, że mógł się pan wstrzymać z gestem poparcia do II tury.

 

- Twierdzenie Palikota jest bezpodstawne a więc niezbyt mądre. Z Aleksandrem Kwaśniewskim nie zgadzam się w tej sprawie. Wybory prezydenckie nie powinny być wykorzystywane do innych celów, niż wybór prezydenta. Nie dostrzegam jakiegokolwiek istotnego powodu, dla którego miałbym podporządkować swoje zachowanie osobistym interesom pana Napieralskiego.

 

- Czy zamierza pan wspierać Komorowskiego i doradzać prezydentowi RP?

 

- Jeśli tego zechce, a sposobem sprawowania urzędu nie zrazi mnie, to czemu nie?

 

- Jak Pan, jako były szef MSZ ocenia słowa Jarosława Kaczyńskiego nt. Białorusi?

 

- Były niezręczne, ale niekoniecznie błędne. Rozmowa z Rosją o jakimś planie wobec Białorusi byłaby nie do przyjęcia. Rozumiem, że na taką możliwość gwałtownie reagował Bronisław Komorowski. Ale Kaczyński mógł mieć na myśli wymianę opinii o naruszeniach praw człowieka na Białorusi. Polska i Rosja należą do Rady Europy. Mają prawo ale i obowiązek reagować na takie zjawiska.

 

- Pogratulował Pan wyborczego wyniku Grzegorzowi Napieralskiemu?

 

- Nie. Podobnie jak i Komorowskiemu. Nie śpieszę się z gratulacjami, życzeniami imieninowymi etc. Nie lubię tłumu.

 

- Ten wynik wzmacnia SLD?

 

- Wynik szefa SLD nie odbiega wyraźnie od notowań tej partii. Z tego punktu widzenia nie ma zysku, bo nie ma nowych zwolenników. Kampania nie została też wykorzystana do przekazania jakiegoś nowego, ciekawego i wiarygodnego programu SLD, co mogłoby być rodzajem inwestycji na przyszłość. Nie widzę więc zysków.

 

- Czy Napieralski jest dobrym liderem SLD?

 

- Nie. Od dłuższego czasu krytycznie wypowiadam się o linii politycznej tej partii, o sposobie rozumienia i uprawiania polityki. Widzę tam przede wszystkim lawirowanie i propagandę. Nie widzę żadnej głębszej myśli.

 

- Jak ocenia Pan kampanię Napieralskiego?

 

- Wszyscy podkreślają jej skuteczność. Jeśli to jest jedyne kryterium, co z pozoru wydaje się w wyborach logiczne, to należałoby ocenić ją pozytywnie. Ja jednak uważam, że trzeba szukać poparcia na podstawie czegoś więcej niż, jak to się teraz mówi, eventów i PR. Wypowiedzi Grzegorza Napieralskiego były boleśnie puste lub demagogiczne.

 

- W jakim kierunku powinien pójść teraz Sojusz? Słyszymy o czystkach wewnątrzpartyjnych.

 

- Czystki mnie nie zaskoczą, bo to właśnie ten wspomniany przeze mnie sposób rozumienia i uprawiania polityki. Po raz pierwszy od lat nie mam dla SLD żadnej rady. Nie wierzę, że cokolwiek sensownego ma szansę na przyjęcie. Młodzi ludzie cierpią teraz na zawrót głowy i do chwili, gdy ją sobie rozbiją nie są skłonni słuchać kogokolwiek.

 

- Podobno po wyborach w SLD mogą nastąpić czystki lub marginalizacja m.in. Ryszarda Kalisza, Wacława Martyniuka, Wojciecha Olejniczaka.

 

- Być może. Wiem o tym jedynie z mediów.

 

- Grzegorz Napieralski wyrósł na niekwestionowanego lidera lewicy? Politycy i komentatorzy mówią, że już nie Pan, czy Aleksander Kwaśniewski jesteście twarzami lewicy, ale właśnie Napieralski.

 

- Prawo Kopernika-Greshama ciągle obowiązuje.

 

- Marek Borowski powiedział o obecnym liderze SLD, że Napieralski roztrwonił połowę sukcesu z pierwszej tury i "jedna partia, jeden program, jeden wódz" to przejaw arogancji i braku realizmu. Zgadza się pan z tymi słowami?

 

- Tak.

 

- A jak pan ocenia Bartosza Arłukowicza i jego słowa dla "Rzeczpospolitej": "Lewica musi raz na zawsze przestać być partią biografii (…). Musi po prostu zerwać z postkomunizmem. (…) Konieczność obrony funkcjonariuszy SB, nasze uwiązanie do nieustannej walki o dobre imię Peerelu było czymś co nas zamykało. To przez to nie możemy się teraz odbić, nie możemy przyciągnąć jeszcze więcej młodych ludzi, stworzyć masowego ruchu…". Jaka powinna być dzisiaj lewica?

 

- Przede wszystkim powinna rozumieć dzisiejsze społeczeństwo, zachować realizm ekonomiczny, nie tracić poczucia odpowiedzialności w sferze polityki zagranicznej, być zdolna do myślenia o przyszłości Polski, Europy, świata. Lewica, nie tylko polska, ma poważne kłopoty ze zdefiniowaniem swojego credo w okresie burzliwych zmian. Sprawia to, że często instynktownie szuka schronienia w starych hasłach i pomysłach, nie dostrzegając, że w nowych realiach są one juz anachroniczne.

 

- Coraz głośniej mówi się o wspólnym rządzie PO-SLD w przyszłym rozdaniu parlamentarnym. Taka koalicja zyskałaby Pańskie symboliczne "błogosławieństwo"?

 

- To jest kawiarniana polityka. Poczekajmy na wyniki wyborów. Mój stosunek do takiej współpracy zależałby od uzgodnionych celów i zasad.

 (…)


- Donald Tusk dobrze postąpił nie kandydując na urząd prezydenta RP?

 

- Tak. Przy całym szacunku dla prezydenta, prawdziwa władza jest w rękach premiera.

 

- A jak Pan ocenia słowa o żyrandolu i prestiżu?

 

- Fatalnie. Powiedział szybciej, niż pomyślał. Założę się, że później tego żałował.

 

- Lider SLD w jednym z wywiadów mówił o Panu i powodach pańskiego poparcia dla Komorowskiego: "Bo bardzo prawdopodobne jest, że jesienią zostanie szefem MSZ. Klich zostanie zdymisjonowany, zastąpi go Sikorski. Wtedy okaże się, że to była gra o stołek. To tym bardziej bolesne, ale przynajmniej zrozumiałe". Może Pan zostać szefem MSZ w rządzie PO-PSL?

 

- Czysta insynuacja. Najwyraźniej Napieralski nie rozumie, że można nie tylko ciągle gadać o Polsce ale także coś dla niej zrobić. Żadnych rozmów o obejmowaniu jakichkolwiek stanowisk w obecnym rządzie nigdy i z nikim nie prowadziłem.

(…)


Nie mam żadnych szczególnych planów poza wykonywaniem mandatu senatora do końca kadencji. Czy moja wiedza i doświadczenie są w pełni wykorzystywane? Nie, ale to nic niezwykłego.

 

- Mam wrażenie, że Pańska kandydatura na stanowisko sekretarza generalnego Rady Europy była niewystarczająco mocno wspierana przez rząd. Odnosi Pan podobne wrażenie?

 

- Nie, to nie jest prawda. Donald Tusk i MSZ udzielali mi aktywnego poparcia. To, niestety, stanowisko lewicy zaprezentowane bezpośrednio po zgłoszeniu mojej kandydatury było przeszkodą.

 

Pan Napieralski także wtedy publicznie podejrzewał mnie o dogadywanie się z PO w celu zaszkodzenia SLD. Po jakimś czasie stanowisko to skorygowano, ale mleko się rozlało. Najmniejsze poparcie w Strasburgu miałem wśród socjalistów. Błędy popełnili też parlamentarzyści PO, którzy tuż przed głosowaniem wdali się w kosztowną awanturę z delegacją Rosji.


(…)


- Możemy się spodziewać, że wkrótce wyjdzie Pan z puszczy i aktywniej weźmie udział w polityce?

 

- Raczej nie, choć w moim życiu było tyle niespodzianek, że niczego nie przesądzam.
(…)

 

- Czy Platforma Obywatelska odpolityczni media publiczne? Czy pierwsze ruchy w związku z powoływaniem nowych członków KRRiT nie wskazują na to, że PO popełnia błędy poprzedników i mianuje "swoich"?

 

- Tego nie wiem. Ale powinna. Stronniczość i polityczne zaangażowanie mediów publicznych są coraz głębsze i stanowią zaprzeczenie rzetelnego dziennikarstwa. Jest to też zwykła nieuczciwość wobec wielu płacących abonament. W ostatnich latach czułem się zmuszony przez prawo do finansowania PiS-owskiej propagandy. Jednak kolejni rządzący odczuwają wyraźną pokusę.

 

Ostatnie doświadczenie ze skutecznym lansowaniem dwóch kandydatów i wykpiwaniem trzeciego jest, niestety, argumentem za zawłaszczaniem mediów przez polityków.

 

- Co powinno się stać z mediami publicznymi? Sprywatyzować? Przyjąć projekt twórców?

 

- Wystarczy, by ludzie mający wpływ na TVP i PR byli fachowi i niezależni. Mam nadzieję, że znalezienie kilku takich osób w Polsce jest możliwe. To cała tajemnica. Jak ich szukać? Oczywiście trzeba pytać środowiska twórców i medioznawców ale i wobec nich należy zachować dystans. Oni po prostu także mają swoje interesy. TVP i PR nie powinny być prywatyzowane, ale i one muszą podlegać regułom konkurencji i racjonalnego zarządzania.

 

TVP jest robiona nieprawdopodobnie drogo. Byłem w bardzo wielu telewizjach na świecie. Nigdzie nie widziałem tylu pracowników, co w polskiej telewizji.

 

- Jarosław Kaczyński, powiedział w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", że PO chce nieograniczonej władzy: "Dziś PO za wszelką cenę chce mieć dla siebie media publiczne. Pierwsze nominacje do KRRiT, pana Lufta czy pana Dworaka jasno te intencje odsłoniły". Zdaniem prezesa PiS mogą istnieć procedury demokratyczne i jednocześnie demokracji może nie być. – "Dziś widać, że PO ulega pokusie właśnie takiej nieograniczonej, wyjętej spoza kontroli społecznej władzy". Demokracja jest zagrożona za rządów PO i prezydenta Komorowskiego?

 

- Pan Kaczyński nie jest niewinnym dzieciątkiem. W czasie rządów PiS-u udowodnił, jak rozumie demokrację i praworządność. Moim zdaniem jest jedną z ostatnich osób, które mają na ten temat coś wiarygodnego do powiedzenia. W tej chwili, żadnych wyraźnych zagrożeń dla tych wartości nie widzę.

 

- Politycy PiS mówią, że grozi nam monopol władzy, której nie było za czasów rządów PiS i prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Pamiętamy rządy SLD kiedy prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, czy wtedy też był monopol władzy?

 

- W demokratycznych państwach zdarza się, że wszystkie ważniejsze instytucje władzy ustawodawczej i wykonawczej są w rękach polityków wywodzących się z tej samej partii. Jest tak i w USA, i we Francji. Bywa tak w Polsce. W krajach, w których prezydent wybierany jest przez parlament taki układ jest normą. Samo w sobie nie jest to z definicji ani złe, ani dobre. Oczywiście, jest w tym element pewnego ryzyka. Rządzącym może się wydawać, że wszystko mogą, że nie muszą się liczyć z opozycją, głosami osób i środowisk niezależnych itd. Jest to jednak zawsze początek ich końca. Rozsądni ludzie to rozumieją.

 

- Czy Polska dokłada wszelkich starań, żeby wyjaśnić przyczyny tragedii smoleńskiej?

 

- Na tyle, na ile znamy podejmowane działania, wydaje się, że robi się to, co należy. Takie śledztwa są trudne i z reguły długotrwałe. Sam chciałbym, żeby prokuratura i rozmaici eksperci działali szybciej ale najważniejsza jest precyzja, kompetencja i proceduralna poprawność.

(…)

- PiS tworzy zespół ds. wyjaśnienia tej tragedii z Antonim Macierewiczem. Czy taka komisja może pomóc w wyjaśnieniu tej tragedii?

 

- Wolne żarty. Ten pan juz wielokrotnie pokazał, co potrafi. Wyjdzie z tego kolejna awantura.

 

- Przed Pałacem Prezydenckim stoi krzyż - czy w dalszym ciągu powinien tam stać? Czy w Sejmie powinny być zdjęcia i kwiaty na miejscu posłów , którzy zginęli pod Smoleńskiem? Krzyż powinien tam zostać?

 

- Z szacunkiem należnym symbolom religijnym, powinien być przeniesiony w inne miejsce. Zmarli posłowie powinni być upamiętnieni na stosownej tablicy, ale sala sejmowa jest miejscem pracy, a nie niekończących się obrzędów żałobnych.

 

- Czy zgadza się pan ze słowami: "Gdyby były samoloty i zgoda co do wspólnej wizyty z premierem Tuskiem, to by nie było katastrofy. Nie mam pojęcia czyj to był błąd, ale nieuprawnione są spekulacje, że winien jest pilot", które wypowiedziała posłanka PiS Joanna Kluzik-Rostkowska?

 

- Gdybyśmy z góry wiedzieli, że dojdzie do wypadku, to byśmy nie wychodzili z domu, nie wsiadali do samochodu, pociągu, samolotu, nie włazili na drabinę, na Kasprowy itd. Takie rozumowanie nie ma sensu. Do zakończenia śledztwa nikt nie powinien być obarczany odpowiedzialnością za wypadek ani wykluczany z grona tych, którzy mogli go spowodować. Trzeba też ustalić nie tylko bezpośrednio odpowiedzialnych za to, że samolot się rozbił ale i tych, których błędy przyczyniły się do rozmiaru katastrofy.

 

- Janusz Palikot powiedział, że to śp. Prezydent Lech Kaczyński: "To Lech Kaczyński ponosi odpowiedzialność moralną za śmierć ludzi w smoleńskiej katastrofie. Odpowiedzialność moralną za śmierć 95 ludzi ponosi Lech Kaczyński, bo to on przygotowywał wyjazd. To on ma krew na ręku ludzi, którzy zginęli w katastrofie. Przygotowywał ten wyjazd, skład delegacji, to on doprowadził do tego, że był rodzaj miękkiej presji, że musimy wylądować. Lech Kaczyński ma krew na ręku, tych ludzi, którzy zginęli w Smoleńsku." Palikot ma pa prawo wygłaszać takie sądy? Powinien zostać usunięty z PO?

 

- Nie ma dotąd podstaw do wysuwania takich oskarżeń. Sposób ich formułowania jest wręcz chamski. Mamy jednak wolność słowa i nie należy o tym zapominać. Co zrobi PO? To ich sprawa.

 (...)


- Jaka będzie ta kampania parlamentarna? Został ponad rok, który szybko zleci.

 

- Tego nie wiemy. Sprytny zabieg z maską dobrodusznego starszego pana dał Kaczyńskiemu sukces. Być może doradcy od PR zalecą coś w tym stylu całej tej partii. Wiele wskazuje jednak, że będzie to kolejna odsłona bezwstydnej licytacji obietnicami.

 

- Co powinien zrobić Donald Tusk, żeby nie utracić władzy?

 

- Uzyskał ją dzięki dwóm zasadniczym czynnikom. Pierwszym był sprzeciw wobec PiS po okresie rządów tej formacji. Jak widać, ten czynnik traci na znaczeniu. Drugim, była nadzieja na rozsądne, kompetentne rządy, na umiejętne poruszanie się w świecie, skuteczną, ale nieawanturniczą, politykę zagraniczną. W tym zakresie wszystko jest nadal możliwe. Tusk musi po prostu utrzymać opinię tego, który wykonuje swoją pracę lepiej od konkurentów. Dotyczy to oczywiście nie tylko jego osobiście, ale i całej ekipy PO na wszystkich szczeblach.

 

- PO z prezydentem Komorowskim wzmocni się przez najbliższy ponad rok przed wyborami parlamentarnymi?

 

- Nie jest to przesądzone. W przypadku koncertowo zorganizowanej współpracy, która uzmysłowiłaby Polakom jak jest to ważne, wynikałyby z tego korzyści polityczne. W przypadku sporów lub podważania pozycji Komorowskiego, trzeba będzie za to zapłacić.



Rozmawiał: Jacek Nizinkiewicz


Oświadczenie w sprawie wyborów prezydenckich
  • Redaktor: Administrator |
  • 15.06.2010.

15 czerwca Włodzimierz Cimoszewicz w Warszawie na wspólnej z marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim konferencji prasowej wygłosił oświadczenie.

 

Ponieważ stało się ono sensacją dnia i wywołało wiele komentarzy i emocji, zamieszczamy je poniżej:

 

Czuję się szczególnie zobowiązany do wypowiedzenia się na temat nadchodzących wyborów prezydenckich, bo jak wiadomo wiele osób oczekiwało także ode mnie udziału w tych wyborach, co zawsze odbierałem jako wyraz pewnego uznania i poparcia. Mówiąc to do wszystkich, ale w szczególności do moich zwolenników, chcę powiedzieć, że w najbliższą niedzielę oddam głos na pana Bronisława Komorowskiego.

 

Proszę państwa,

 

szanuję, respektuję samodzielność wyborców, więc nikomu nie będę mówił jak powinien głosować. Ale mam nadzieję, że wiele osób przed podjęciem swojej decyzji zechce rozważyć mój wybór i racje, dla których go dokonuję. Zdziwienie może wywoływać fakt, że polityk związany ze środowiskami lewicy udziela poparcia politykowi konserwatywnemu, ale w moim przekonaniu wybory prezydenckie nie powinny być plebiscytem partyjnym. Głównym, wręcz wyłącznym punktem odniesienia, który powinien kierować naszymi wyborami, powinno być to, co będzie po prostu lepsze dla Polski w najbliższych latach.

 

W ciągu ostatnich kilku lat nasz kraj był często wstrząsany ostrymi konfliktami politycznymi także na szczytach władzy, co czasami prowadziło do blokowania możliwości podjęcia ważnych i koniecznych decyzji. Polska potrzebuje pewnego oddechu i my możemy Polsce zagwarantować taki okres spokoju, rozsądnej i odpowiedzialnej współpracy między prezydentem, rządem i parlamentem.

 

Wiemy, że dzisiaj tylko dwóch kandydatów spośród dziesięciu zarejestrowanych ma szanse na ostateczny sukces. Ja osobiście nie mam żadnych wątpliwości, że tym z nich, który stwarza znakomicie większe gwarancje, szanse na realizowanie takiego pozytywnego scenariusza, jest pan marszałek Bronisław Komorowski. Wielokrotnie, także w ostatnich miesiącach i tygodniach, kiedy obarczony był dodatkowymi obowiązkami, dawał wyraźnie znać, że nieobce są mu zasady i idee porozumienia, porozumiewania się, poszukiwania kompromisów także oryginalnych na tle dwudziestoletnich doświadczeń wolnej demokratycznej Polski, a więc takich, które przekraczają granice  czasami już tylko wyłącznie symbolicznych, historycznych podziałów.

 

Doceniam to, dostrzegam to. Dlatego też popieram go i będę na niego głosował. Powodzenia Panie Marszałku.

Wywiad w "Rzeczpospolitej" - oświadczenie W. Cimoszewicza
  • Redaktor: Administrator |
  • 30.03.2010.


"Rzeczpospolita" z 30 marca zamieściła rozmowę z senatorem Włodzimierzem Cimoszewiczem pt.: Komorowski zbyt partyjny". Mówił on m.in. o kandydatach na prezydenta i swoim stosunku do PO. Zachęcił Jerzego Szmajdzińskiego i Andrzeja Olechowskiego do wysyłania bardziej wyrazistych sygnałów do wyborców o celach ich prezydentury. Czytaj pod takim linkiem: http://www.rp.pl/artykul/454267_Komorowski_jest_zbyt_partyjny.html 

 

W związku z tym artykułem senator Włodzimierz Cimoszewicz złożył następujące oświadczenie:

 

Opublikowany przez "Rzeczpospolitą" tekst zawiera fragmenty,w których przypisane mi zostały wypowiedzi, jakie nie mialy miejsca. Dotyczy to m.in. mojego członkostwa w SLD i współpracy SLD z PiS.

Włodzimierz Cimoszewicz

Nie przekreślajmy szans kandydatów spoza PO
  • Redaktor: Administrator |
  • 14.03.2010.

10 marca w programie „Fakty po faktach” w TVN24 Włodzimierz Cimoszewicz udzielił wywiadu Justynie Pochanke. Przedstawiamy zapisy tekstowe fragmentów tej rozmowy.

- Witam. Senator i były premier Włodzimierz Cimoszewicz.

- Dobry wieczór.

 

- Czy senator Piesiewicz powinien wrócić do normalnej pracy w senacie?

- Oczywiście powinien sam to rozstrzygnąć, dlatego że jeśli się na to zdecyduje, nie będzie to łatwe. Nie będzie mu łatwo znów być osobą publiczną, występować w telewizji, odpowiadać na pytania, więc ta decyzja należy do niego.

 

- Czy nie byłoby mu łatwiej, gdyby miał tę sprawę wyjaśnioną przed prokuraturą, wymiarem sprawiedliwości?

- Tak myślę.

 

- Zgadza się pan z tym, co mówią premier i minister sprawiedliwości, że politycy zrobili błąd i zrobili Krzysztofowi Piesiewiczowi krzywdę, zachowując ten jego immunitet?

- Z jednej strony – to, co przedstawiła prokuratura, czyli słynne już nagrania i oświadczenia osób, które same są podejrzane o popełnienie przestępstwa…

 

- …i same staną przed wymiarem sprawiedliwości...

- … ja bym tego nie określił jako dowody. To są moim zdaniem poszlaki. Ale nie ukrywam, że poszlaki robiące wrażenie. To by przemawiało za przychyleniem się do stanowiska samego senatora Piesiewicza o uchylenie immunitetu. Z drugiej strony – dzisiaj przeczytałem, że prokurator zajmujący się tą sprawą stwierdził, iż żaden z członków senackiej komisji etyki nie zapoznał się z aktami sprawy, z dowodami zgromadzonymi w tej sprawie. Jeżeli jest to prawda, to rzeczywiście byłaby to prawda bardzo bulwersująca.

 

- A pan głosował jak – panie senatorze?

 

- Ja niestety nie głosowałem. Gotów byłem oczywiście głosować, ale głosowanie było zorganizowane w terminie, którego ja się nie spodziewałem, wieczorem i nie zdążyłem z innego spotkania pojawić się na głosowaniu.

 

- Byłoby Panu dziś trudno powiedzieć, jak by pan zagłosował?

- Prawdopodobnie głosowałbym za uchyleniem immunitetu.

 

- Mówił pan od początku: bardzo mi go szkoda jako człowieka, ale powinien zniknąć z polityki.

- Rzeczywiście bardzo go wysoko cenię, bardzo szanuję, za to co robił w życiu, za jego postawę życiową. Bywało tak, że w kontrowersyjnych debatach senackich tylko my dwaj zajmowaliśmy podobne lub identyczne stanowisko.

 

- Może wy dwaj byliście naprawdę niezależni?

- Być może dlatego, ale może tylko my dwaj poważnie traktowaliśmy prawo. Natomiast rzeczywiście tak stwierdziłem, ponieważ trudno mi sobie wyobrazić, jak on  sobie poradzi, gdy wyjdzie z tej prywatności w ostatnich tygodniach i pojawi się publicznie. Na pewno nie będzie mu łatwo. Wydaje mi się, że gdybym był w jego sytuacji, byłoby mi bardzo trudno.

 

- A nie myślał pan przez moment, że właśnie immunitet jest do takich właśnie sytuacji. Może gdyby nie immunitet, to szantażyści by go wykończyli?

- Proszę pani, ja byłem zawsze przeciwny populistycznym zawołaniom, że immunitet należy znieść czy zasadniczo ograniczyć, ponieważ kilkusetletnia historia parlamentaryzmu pokazuje, że to jest instrument obrony demokracji, parlamentaryzmu przed nadużyciami ze strony władzy. Ale temu właśnie ma służyć. Ma chronić…

 

- Przed prowokacją, szantażem...

- … ze strony władzy.

 

- Wyłącznie?

- Tak. Chodzi o to, żeby nie pociągać kogoś do odpowiedzialności za jego niezależność wobec rządzących, za mówienie lub robienie rzeczy nieakceptowanych przez rządzącą większość. Temu ma immunitet służyć. Natomiast nie powinna to być ochrona dość lekko rozciągana przez jednych członków pewnej specyficznej grupy, jaką stanowią posłowie i senatorowie, na innych.

 

- Czyli to nie powinna być ochrona kolegi?

- Tak.

- Czego pan życzy Krzysztofowi Piesiewiczowi w najbliższych tygodniach, miesiąca, na przyszłość?

- W najbliższym czasie oczywiście, aby ta sprawa została wyjaśniona  w sposób korzystny także dla niego, żeby rzeczywiście okazało się, że sam nie dopuścił się naruszenia prawa no i zrozumienia ze strony innych ludzi, zrozumienia nie tego co robił , czy prawdopodobnie robił, ale tego, że ludziom zdarzają się błędy. Nikt z nas nie jest bez winy i ja nie spieszę się, nie jestem rychliwy w wydawaniu osądów pomyłek popełnianych przez ludzi.

 

- Kogo pan poprze w wyborach prezydenckich?

- Ha…

 

- Wiem, dlaczego pan się uśmiecha – bo to najczęściej stawiane panu pytanie. Kiedyś było: czy pan wystartuje? Teraz jest inne.

- Tak, to tradycyjne pytanie już nie pada, bo się pewnie wszyscy przekonali co do mojej odpowiedzi. Ale nie złożę takiej deklaracji teraz. Na to jeszcze nie czas, jeszcze nie mamy listy kandydatów.

 

- Myśli pan, że ktoś przybędzie na tej liście?

- Nie wiem, niczego nie można wykluczyć, do wyborów jest jeszcze chyba ponad pół roku. Wiele się jeszcze może zdarzyć.

 

- No, nie urodzi się nowy kandydat.

 

- Na 99 procent się nie urodzi…

 

- … na sto procent, chyba, że pan o kimś wie, kto się ukrywa.

- Nadal jednak nie mamy pełnego składu, nie wiemy, kto będzie kandydował.

 

- Prezydent Kaczyński jeszcze tego nie ogłosił, ale jest oczywiste, że wystartuje jako kandydat PiS-u.

- Tak, ale nie znamy jeszcze kandydata Platformy.

 

- A propos – jak pan ocenia pojedynki kandydatów PO?

- Ja jestem przekonany, że pomysł prawyborów był przypadkowy, że to nie było z góry planowane. Gdy Donald Tusk zdecydował się nie kandydować, to wtedy zastanowiono się – co dalej, ale z socjotechnicznego punktu widzenia pomysł był świetny. Sztuczka rewelacyjna. Wszyscy interesują się tylko nimi oczywiście. To samo w sobie jest dobre, bo może zdemokratyzuje system podejmowania tego typu decyzji w przyszłości także w innych partiach.

 

- Czyli na przyszłość – więcej prawyborów?

- Tak, zdecydowanie. Natomiast one na razie przypominają konkurs popularności, konkurs sympatii, a nie spór merytoryczny, programowy.

 

- Trudno, żeby kandydaci jednej partii mieli spór programowy, prawda?

- Nie, nie trudno. Tak powinno być. To my powinniśmy dokonać wyboru przyszłości wiedząc dokładnie.

 

- Ale jak już Platforma wybierze swego, to on będzie się programowo spierał z innymi.

- Miejmy nadzieję, chociaż także członkowie PO, którzy będą głosowali, powinni w oparciu o kryteria merytoryczne dokonywać tych wyborów.

 

- A jak pan na nich patrzy, to którego lepiej pan dziś ocenia pod prezydenckim kątem?

- (…) Wydaje mi się i mówię to z całą otwartością, że mój kolega po fachu czyli szef dyplomacji pan Radosław Sikorski popełnił pewne błędy, których z kolei uniknął Bronisław Komorowski, przynajmniej w tej fazie kampanii.

 

- Zbyt ostry język?

- Nie tylko. Myślę, że jego bydgoskie wystąpienie, które nie spodobało się blisko połowie Polaków badanych w sondażach opinii publicznej, nie było dobrze zaplanowane. Wprawdzie pan Sikorski mówi, że ważne treści jego wystąpienia nie były wtedy zrelacjonowane, że media dokonały skrótu (…), ale liczy się obiektywnie to, co do ludzi dociera.

 

- Pan nigdy nie krzyknąłby do ludzi: „były prezydent Lech Kaczyński”?

- Tego bym nie zrobił, bo zawsze uważam, że trzeba ostentacyjnie wręcz okazywać szacunek do godności innych ludzi, także rywali, także osób, z którymi się nie zgadzamy. Można się nie zgadzać nie okazując lekceważenia czy też nawet pogardy. Więc to był chyba błąd. To powinno być wystąpienie mówiące o tym - i to głębiej niż przy pomocy jakichś retorycznych zwrotów – za jakim modelem prezydentury, za jakim programem prezydenckim opowiada się ten kandydat. Myślę, że wypadłoby to lepiej także z punktu widzenia jego interesów.

 

- Powiedział pan i powtarza: poprę tego, który będzie miał szanse zapobiec reelekcji Lecha Kaczyńskiego. Dziś prawie każdy ma tę szansę. Mamy najnowszy sondaż. Bronisław Komorowski ma największe szanse, Radosław Sikorski trochę mniejsze, Andrzej Olechowski, Jerzy Szmajdziński…

- Dlatego tak trudno mi odpowiedzieć na pani pytanie, kogo poprę, skoro wielu ma taką szansę.

 

- Ale już przechylił pan szansę na stronę Bronisława Komorowskiego, zwłaszcza jeśli chodzi o Platformę. Czy mógłby pan poprzeć kandydata PO nie czekając do drugiej tury? Zapominając o sprawie dla pana najtrudniejszej, o sprawie Jaruckiej?

- Ja o tamtej sprawie nie zapominam i do końca życia nie zapomnę. Tylko potrafię nie kierować się osobistymi względami, przy wyborach, które są ważne z punktu widzenia funkcjonowania całego państwa.

 

Prezydenta jakiegoś musimy wybrać i należy się kierować nie tylko sercem i swoimi emocjami, ale także rozumem. Sądzę, że jeżeli bym miał dokonywać takiego wyboru, to dopiero po pierwszej turze. Jeżeliby się okazało, że jest kandydat Platformy i kandydat PiS-u, zwłaszcza pan Lech Kaczyński, wtedy nie wahałbym się otwarcie powiedzieć o swym poparciu dla kandydata także tej partii.
Ale dzisiaj jest zdecydowanie za wcześnie o tym mówić.

 

Proponowałbym nie przesądzać w tej chwili wyników przedbiegów i nie przekreślałbym szans innych kandydatów, zwłaszcza pana Olechowskiego i pana Szmajdzińskiego. Ich wymieniam w pierwszej kolejności, aczkolwiek serce by mi podpowiadało, aby wspomnieć o moim przyjacielu Tomaszu Nałęczu, który na razie trochę słabiej sobie radzi.

 

- Lewica sama przekreśliła swoje szanse. Sam Tomasz Nałęcz powiedział, że lewica  sprezentowała Lechowi Kaczyńskiemu wejście do drugiej tury, nie decydując się na prawybory, i zamiast jednego kandydata z kilkunastoprocentowym poparcie, ma kilku z kilkuprocentowym.

- To jest ta sama postawa, jaką prezentowaliśmy rok temu, kiedy część lewicy nie zgodziła się na szersza listę w wyborach europejskich. To jest niemądra polityka. Nigdy ten, kto dzieli, nie wygrywa, nie uzyskuje satysfakcjonującego rezultatu. Ja dostrzegam w tym elementy takiego sekciarstwa, polegającego na rozumowaniu, sprowadzającym się do przekonania, że ten najbliższy jest najważniejszym przeciwnikiem i powinien być zwalczany w pierwszej kolejności. To jest elementarny błąd przy uprawianiu polityki.

 

- A propos nieudolnej polityki, sekciarstwa i tej krytyki lewicy przed chwilą… Koalicja SLD z PiS-em, panie senatorze – to jest śmieszne, straszne, czy zupełnie niemożliwe?

- Moim zdaniem to nie jest kwestia polityki. To jest kwestia przyzwoitości.

 

- Albo nieprzyzwoitości (…). Byliby nieprzyzwoici, gdyby w najbliższej albo kilkuletniej perspektywie do tego doszło? Bo przecież na różnych szczeblach to się dzieje.

- Po śmierci Barbary Blidy ludzie w PiS-ie (zapewne tacy też tam są, uważający się za respektujących wysokie standardy moralne) powinni byli wystąpić z tej partii. Nawet dążyć do rozwiązania tej partii, a liderzy powinni byli wycofać się z działalności publicznej. Jeżeli nawet nie mają osobistej odpowiedzialności za tę śmierć, powinni poczuwać się do moralnej odpowiedzialności. Tymczasem oni tę moralną odpowiedzialność starali się przypisywać innym środowiskom politycznym.

 

To było wydarzenie, które okrywa tę partię hańbą. I nikt przyzwoity nie powinien z tą partią mieć nic wspólnego. Jeżeli więc ktoś na lewicy myślałby o współdziałaniu, zwłaszcza politycznym, rządowym, parlamentarnym z PiS-em, tym samym w moim przekonaniu zachowałby się nieprzyzwoicie.

 

- Czy nieprzyzwoite jest to, co mówi Aleksander Kwaśniewski, że pokolenie trzydziestolatków może o tym myśleć. To będzie pragmatyka, historia idzie w kąt.

- Jeżeli Aleksander Kwaśniewski jedynie opisuje pewne możliwości…

 

- Mówi: wrzucam temat do dyskusji.

- Jeżeli jest to teoretyczne, politologiczne rozważanie, to wtedy bym  tego nie oceniał w kategoriach moralnych, tylko jako pewną zabawę intelektualną. Jeżeli jest w tym element sugestii czy postulatu (a ja tego elementu nie dosłyszałem w wypowiedzi Aleksandra Kwaśniewskiego)  (…)

 

- „Scenariusz koalicji SLD z PiS-em jest realny. Dla trzydziestoparolatków zostawienie historii w kącie nie jest niemożliwe” – to cytat.

- Tak, tylko to jest język opisowy, to nie jest wartościowanie

 

- Ale nie ma w nim oburzenia.

- Nie ma oburzenia i w tym sensie się nie zgadzam.

 

- Panie senatorze – jest taki kandydat w tej chwili na tej krótkiej liście, o którym myśli pan: ten byłby najlepszy? Ten byłby moim prezydentem.

- Jest pani dociekliwa…

 

- A ja nie pytam o nazwisko ani o inicjały. Jest taki?

- Nie, nie ma takiego, o którym mógłbym to powiedzieć bez zastrzeżeń.

 

- Czyli każdy pana wybór  będzie wyborem mniejszego zła?

- W jakimś stopniu tak.
                                                                                                                                                                   
                                              

Czytaj całość
Słowa ministra Sikorskiego - zła zapowiedź kampanii
  • Redaktor: Administrator |
  • 01.03.2010.

Spore zamieszanie w polskiej polityce wywołało wystąpienie ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego na konwencji Platformy Obywatelskiej w Bydgoszczy (28 lutego). Minister, starający się o nominację jako kandydat PO, gwaltownie zaatakował prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Mówił m.in.: „prezydent powinien zachować trzeźwość oceny, a nie zgrywać zucha, wałęsając się gdzieś po górach Kaukazu. (...) Prezydent wolnej Polski może być niski, ale nie powinien być mały”. Obszernie pisały o tym media.

 

Polska Agencja Prasowa zwróciła się z prośba o komentarz do senatora Włodzimierza Cimoszewicza:

 

- Czy te wypowiedzi mieszczą się w ramach dozwolonej krytyki?

 

- Każdy, a więc także prezydent, podlega krytyce. Jednak są sytuacje szczególne. Przyznaję, że ze zdumieniem słuchałem tego, co i jak urzędujący minister spraw zagranicznych mówił o głowie państwa. Z podobnym zdumieniem musieli to także odebrać liczni politycy w obcych państwach. To nie powinno było się stać.

 

Po pierwsze, krytykując Lecha Kaczyńskiego, na co niewątpliwie zasługuje, nie wolno naruszać jego godności.

 

Po drugie, wciąż reprezentuje on Polskę. Gdyby tak jak min. Sikorski wypowiedział się obcy polityk, polski minister spraw zagranicznych miałby obowiązek stanąć w obronie polskiego prezydenta.

 

Po trzecie, obaj panowie mają obowiązek współpracować ze sobą jeszcze przynajmniej przez kilka miesięcy. Jak będą to teraz robić?

 

- Czy na tej podstawie można już przewidywać, jaka kampania wyborcza w wyborach prezydenckich nas czeka?

 

- Jest to, niestety, bardzo zła, choć niezaskakująca, zapowiedź tego, czego możemy spodziewać się po nadchodzącej kampanii wyborczej. Wydawało się 5 lat temu, że gorzej być nie może, ale nie byłbym teraz tego pewny.

 

Zobacz jeszcze: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Cimoszewicz-to-nie-powinno-sie-stac,wid,12031635,wiadomosc.html

 

««  start « poprz. 1 2 3 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 1 - 9 z 22