Włodzimierz Cimoszewicz - Trzeba wyciągnąć naukę z bolesnej lekcji
Strona główna arrow Aktualności arrow Trzeba wyciągnąć naukę z bolesnej lekcji
Trzeba wyciągnąć naukę z bolesnej lekcji Drukuj Poleć znajomemu
  • Redaktor: Administrator |
  • 22.04.2010.

SLD powinien zachować spokój i rozsądek

Z WŁODZIMIERZEM CIMOSZEWICZEM w piśmie FAKT z dnia 21 kwietnia rozmawiała Sonia Termion

 

- Jakie wnioski powinniśmy wyciągnąć z tragedii w Smoleńsku?

 

- To bolesna lekcja i powinna być poważnie potraktowana. Dotyczy to m.in. gwarancji bezpieczeństwa osób pełniących służbę publiczną, gwarancji materialnych (np. samoloty) i organizacyjno-prawnych. Za wcześnie, by oceniać przyczyny katastrofy, ale gołym okiem widać błędy. Wylatywano mimo złej pogody w miejscu lądowania, choć wiadomo było, jak wyposażone jest lotnisko w Smoleńsku. Jak to możliwe?

 

Na miejscu powinna być profesjonalna ekipa przygotowawcza, która obok obsługi lotniska, powinna była informować o warunkach. Nie byłoby wtedy wątpliwości, czy komunikaty służb rosyjskich są precyzyjne i trafne. Dlaczego pilot zdecydował się lądować? Czy była to jakaś konieczność techniczna, lekkomyślność, czy decydował ktoś za niego? Zestawienie listy pasażerów przeczyło zdrowemu rozsądkowi. Jak to możliwe? Dlaczego nie zadziałał mechanizm alarmowy? To trzeba przeanalizować.

 

- Jak to wydarzenie świadczy o polskim państwie?

 

- Nie wystawia dobrego świadectwa wielu służbom i instytucjom. Dowodzi braku wyobraźni, rozsądku i odpowiedzialności.

 

- Jednak państwo dobrze poradziło sobie w obliczu tragedii.

 

- Bardzo dobrze zdało egzamin. Mimo ciosu, państwo nie zachwiało się ani przez moment, reakcja społeczeństwa, polityków, mediów była wzorowa.

 

- Katastrofa zmieni naszą scenę polityczną i debatę publiczną?

 

- Nie sądzę. Słabości polskiej polityki, jałowość debaty, to jedynie objawy niedostatków sporej części polityków i dziennikarzy. To, niestety, skutki ich ignorancji, braku profesjonalizmu, politycznego zacietrzewienia. Tu nic się nie zmieniło, trudno więc oczekiwać cudu.

 

- Komorowski dobrze wypełnia obowiązki prezydenta?

 

- Znalazł się w trudnym i niezręcznym położeniu. Trudnym - ze względu na okoliczności przejęcia obowiązków prezydenta, niezręcznym - bo sam kandyduje.

 

W pierwszych dniach skupiał się na udziale w uroczystościach żałobnych i trudno to uznać za podstawę do ocen. Opinie, że jego przemówienia były lepsze czy gorsze są subiektywne i nie dotyczą istoty prezydentury. Krytyka za podejmowanie decyzji, np. w sprawie kancelarii Prezydenta, jest niesłuszna. Nominacje nie miały charakteru partyjnego, a Kancelaria musi działać. Przed nim trudniejsze problemy - decyzje w sprawie ustaw czekających na podpis, czy obsadzania tragicznie opróżnionych urzędów. Wielu uważa, że powinien być powściągliwy, bo inna postawa mu zaszkodzi. Tu jest problem.

 

Mamy prawo oczekiwać od niego kierowania się dobrem państwa, a nie własnymi interesami wyborczymi. Powinien zachowywać się tak, jakby był prezydentem. Ma podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność. Tu nie ma miejsca na kunktatorstwo. Nie mają sensu naciski, by postępował tak, jak zachowałby się Lech Kaczyński. Z całym szacunkiem dla zmarłego, los przekazał jego obowiązki marszałkowi. Ten powinien podjąć kroki zmierzające do powołania szefa NBP, dowódców wojskowych itd. To decyzje ważne dla funkcjonowania państwa. O losie ustaw, powinien decydować wedle własnego rozumienia ich wagi, potrzeby i trafności. Tego powinniśmy oczekiwać.

 

- Komorowski wygra wybory?

 

- Ma szansę. Przeszkodzić może sobie głównie on sam lub jego partia. Jeśli PO uzna, że wybory już są wygrane lub jeśli sam zapomni, że ma zdobyć 51, a nie 90 proc. głosów, to porażka będzie bardziej prawdopodobna.

 

- Zgadza się pan z tymi, którzy boją się monopolu PO?

 

- Wolałbym, by układ polityczny był bardziej zrównoważony. Trzeba się jednak liczyć z re aliami i szanować demokratyczny werdykt. Z prezydentem z PiS byłoby gorzej, na innego spoza PO raczej nie ma szans. W 1995 r. obawiano się monopolu lewicy. Czy stało się coś złego? Nic. Oczywiście, taka sytuacja może deprawować rządzących, czego dowodzą doświadczenia z lat 2005-07. Jednak dziś nie mam takich obaw.

 

- Czemu nie zdecydował się pan na start w wyborach?

 

- Nie powinno to być dla nikogo zaskoczeniem, od dawna otwarcie o tym mówiłem. Mój powrót do polityki w ostatnich wyborach parlamentarnych nie był pełny, bo nie kierowałem się dalszymi planami, chciałem tylko pomóc w wysłaniu tzw. IV RP na wcześniejszą emeryturę. Na wszystko w życiu jest właściwy czas. 5 lat temu gotów byłem służyć jako prezydent. Dziś to przeszłość.

 

- Co radziłby pan teraz SLD?

 

- PiS i SLD, które straciły w katastrofie swoich kandydatów, są w trudnym położeniu. W przypadku SLD warto byłoby zachować spokój i rozsądek, co powinno oznaczać powstrzymanie się z wyłanianiem kolejnego kandydata. Od kilku dni media donoszą o coraz to nowych nazwiskach, a ich właściciele potwierdzają, że się nie uchylą. Już wygląda to niepoważnie. Kandydat SLD, ktokolwiek to będzie, ma bardzo ograniczone szanse. Notowania SLD są kotwicą, która nie pozwoli na "rejs pod pełnymi żaglami". Politykom SLD wydaje się, że nie mogą zrezygnować, ale oczywiście nie jest to prawda. Mogą i to z korzyścią dla partii. Do tego potrzebna jest jednak chłodna głowa.

 

Jeśli przeważy, a na to się zanosi, przekonanie, że SLD "musi", to owej "mission impossible" powinien podjąć się szef partii. Bywa tak, że na froncie dowódca musi iść pierwszy i brać na siebie ogień przeciwnika.

 

- Jarosław Kaczyński ma szansę na wygranie prezydentury?

 

- Wydaje mi się, że nie. Ale poczekajmy i zobaczymy, czy się zdecyduje. Teoretycznie, na jego korzyść przemawia żal i żałoba po katastrofie, ale to wystarczy przede wszystkim do mobilizowania wiernych zwolenników PiS. Ci są w mniejszości, bo reszta społeczeństwa ma swoje doświadczenia z rządami PiS i wie swoje. Szanse kandydata PiS wzrosłyby w przypadku błędów Komorowskiego.

 

- SLD w drugiej turze powinien poprzeć kandydata PO?

 

- Za wcześnie, by o tym mówić przesądzająco. Za 4-6 tygodni będzie czas na takie decyzje. Gdyby jednak wybory miały się rozstrzygnąć między Komorowskim i Kaczyńskim, to wnioski dla SLD byłyby oczywiste.

 

Inni mówią:

article thumbnailProf. Krzysztof Szamałek - naukowiec-geolog, polityk

Ile lat trzeba kogoś znać, aby powiedzieć, kim jest naprawdę? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Czytaj całość