W mediach
W. Cimoszewicz dla "Wprost"
| W. Cimoszewicz dla "Wprost" |
|
|
|
Polska jest wspólna, nie partyjna
Włodzimierz Cimoszewicz udzielił wywiadu tygodnikowi "Wprost". Materiał, autorstwa Tomasza Machały (z TV "Polsat"), ukazał się 21 czerwca, a więc już po wyborach pod tytułem: "Prezydent nieidealny" Zamieszczamy fragmenty tego materiału. Z całością można się zapoznać pod takim linkiem:
- Poparł pan Bronisława Komorowskiego, bo był idealnym kandydatem?
- Nie, nie był idealnym.
- Czego mu brakuje?
- O tym można by długo. Prezydent ma do odegrania przede wszystkim rolę jako przywódca, co powinno wynikać z jego osobistego autorytetu, z uznania jego wiedzy, doświadczenia, mądrości. Z tego punktu widzenia konserwatyzm Bronisława Komorowskiego, szacowny i nobliwy w różnych kwestiach, nie jest najlepszą rekomendacją. Ja bym zdecydowanie wolał, gdyby prezydentem był człowiek o poglądach liberalnych w sferze prawno-obyczajowej.
- A Komorowski nie jest liberałem?
- Do końca tego nie wiem, nigdy tego nie deklarował.
- Poparł pan Komorowskiego, nie do końca wiedząc, jakie są poglądy kandydata na prezydenta?
- Pan pytał, czy był idealnym kandydatem. Powtarzam: nie był idealnym. Problem polega na tym, że on ma sporo plusów, jest człowiekiem poważnym, spokojnym, odpowiedzialnym, a dodatkowo kontrkandydaci nie reprezentują niczego lepszego, wręcz przeciwnie.
- Żaden z pozostałych dziewięciu nie był lepszy?
- Jakie są poglądy Jarosława Kaczyńskiego na prawa człowieka, jaki jest jego stosunek do prawa, do procedur - to wiemy. To jest zgoda na przeglądanie iluś tysięcy kart zdrowia pacjentów kliniki rządowej. To jego rząd chciał uczniów w mundury ubrać. Grzegorz Napieralski nie ma tak naprawdę żadnych poglądów. Waldemara Pawlaka znam 20 lat i nigdy nie słyszałem jakiejkolwiek głębszej jego wypowiedzi na ten temat. Po takim przeglądzie wychodzi, że Komorowski.
- Na zasadzie mniejszego zła?
- Trochę tak, przecież prezydenta musimy wybrać. Więc wybieramy to, co najrozsądniejsze.
- Nie osłabiły pana wiary te wszystkie wpadki Komorowskiego?
- Oczywiście, byłoby lepiej, żeby tych gaf nie było. (...)
- Grzegorz Napieralski powiedział, że ma pan zostać ministrem spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska i dlatego poparł pan kandydata PO.
- Wielu polityków nie jest w stanie przyjąć do wiadomości, że możliwe są decyzje podyktowane racjami państwa, a nie względami osobistymi. Nie ma żadnej transakcji między mną a PO czy Bronisławem Komorowskim.
- Ostatnie dni kampanii to słowa o wycofaniu naszych żołnierzy z Afganistanu, nawet bez decyzji NATO. To już nie była gafa.
- Nie najlepiej się stało, że ten temat pojawił się w kampanii. (...) Ja bym zareagował inaczej. Mam zastrzeżenia do wypowiedzi Komorowskiego, ale poczekajmy parę tygodni, zobaczymy, co z tych kampanijnych wypowiedzi pozostanie. Mogę jedynie nawoływać do zachowania spokoju i rozsądku. (..)
- Czy dyskusja o wycofaniu się z Afganistanu nie naraża naszych żołnierzy na niebezpieczeństwo? Talibowie przecież wiedzą, że mamy wybory.
- Tego nie można wykluczyć. Mam wrażenie, że tragiczny zamach na metro w Madrycie tuż przed wyborami w Hiszpanii był świadomie zaplanowany na ten czas. Po wygranej nowy premier Zapatero wycofał Hiszpanów z Iraku. Nawiasem mówiąc, zrobił to w ogromnym pośpiechu, zostawiając naszych żołnierzy w bardzo kłopotliwym położeniu. Powinniśmy pamiętać, co nam zrobiono, i nie robić tego innym.
- Mam wrażenie, że Komorowski chce zmienić stosunki z USA. Chce zdjąć z nich trochę ciężaru i przełożyć gdzie indziej.
- (...) Nie ma gdzie szukać silniejszej gwarancji. Stany Zjednoczone na obronę wydają o wiele więcej niż wszystkie pozostałe państwa natowskie razem wzięte. Nie fantazjujmy - to są realia.
- A wizy do Stanów? Komorowski powiedział, że nie będzie zabiegał o ich zniesienie.
- Powinniśmy tę sprawę podejmować. To jest nie tylko kwestia domagania się przyzwoitego, równego traktowania, ale także uzmysłowienia Amerykanom, że popełniają głupstwo. Ameryka traci powoli swojego niezwykle bliskiego, serdecznego sojusznika.
- W głośnym tekście "Wspólny prezydent" w 1995 r. sprzeciwił się pan wystawieniu przez SdRP Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta. Pisał pan, że prezydent nie powinien być stroną sporów, powinien być wspólny. Czy Bronisław Komorowski daje nadzieję, że to będzie wspólna, a nie partyjna Polska?
- To jest polityk, który często ulegał pokusom takiego partyjniactwa w swoich zachowaniach. Sam tego doświadczyłem. Gdybym kierował się względami osobistymi, to miałbym okazję odegrać się na Komorowskim za parę rzeczy z przeszłości. (...) Pamiętam debaty w czasach, kiedy pan Komorowski był w opozycji. Mówił to, co wydawało się w interesie partii, a nie to, co by miało większy związek z rzeczywistością.
- Nie boi się pan monopolu Platformy Obywatelskiej?
- Lepiej, bezpieczniej, gdy układ polityczny w państwie jest bardziej zrównoważony, ale mamy taką sytuację, jaką mamy. Albo będzie kłótnia, albo będzie trochę potrzebnego spokoju. Wydaje mi się, że politycy Platformy rozumieją, że dzisiaj zachłanność i traktowanie państwa jako łupu wojennego niosą ogromne ryzyko. I że rozumieją wartość umiarkowania.
- A to, co się stało po 10 kwietnia? Mamy nowego szefa NBP, nowego rzecznika praw obywatelskich, odrzucone sprawozdanie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, nową Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Czy to nie jest polityczna zachłanność?
- Jeśli chodzi o rzecznika, to nie ukrywam, że wolałbym na tym miejscu kogoś takiego jak Wojciech Sadurski, który zajmuje się tą problematyką od dziesięcioleci i ma bardzo liberalne podejście do kwestii praw i wolności. Odrzucenie sprawozdania Krajowej Rady nie musi oznaczać zawłaszczenia mediów publicznych. Gdyby tak się stało, byłby to skandal, ale i dowód głupoty Platformy Obywatelskiej.
- Może równowaga wynikająca ze zwycięstwa Jarosława Kaczyńskiego byłaby lepsza?
- Jego zwycięstwo oznacza kontynuację konfliktu na szczytach władzy. Konfliktu, z którego nic dobrego dla Polski nie wynikało i nie może wynikać. Chciałbym, żebyśmy mieli w kraju trochę więcej spokoju, żebyśmy mogli przyjmować jakieś wspólne koncepcje działania także w świecie. (...)
- Wierzy pan, że zwycięstwo PO otworzy te szuflady z reformami, które były zamknięte z lęku przed wetem Lecha Kaczyńskiego?
- Tego nie oczekuję, bo nie bardzo wierzę, że te wszystkie ustawy i reformy są przygotowane. (...)
Ja po prostu nie wierzę, że Jarosław Kaczyński zmienił swoje rozumienie świata, swoje rozumienie sposobu politykowania w tym świecie i dlatego na pewno na pochwałę z mojej strony nie zasłuży
- A Grzegorz Napieralski nie zasługuje na pochwałę za pracowitość w kampanii?
- Ja bym pewnie nie stał pod hutą i nie rozdawał jabłek. Próbowałbym raczej porozmawiać z ludźmi, i to nie na zasadzie: dzień dobry, jak się czujecie. To jest po prostu inny rodzaj sztuczek piarowskich. Nie pamiętam od bardzo dawna kampanii, w której by eksponowano jakieś istotne różnice natury programowej czy też dyskutowano o poważnych problemach naszego kraju.
Rozmawiał Tomasz Machała - dziennikarz "Wydarzeń" Telewizji Polsat
|
Informacja o działaniu CBA w Senacie Czytaj całość |