Włodzimierz Cimoszewicz - Prof. Krzysztof Szamałek - naukowiec-geolog, polityk
Strona główna arrow O mnie arrow Inni mówią arrow Prof. Krzysztof Szamałek - naukowiec-geolog, polityk
Prof. Krzysztof Szamałek - naukowiec-geolog, polityk Drukuj Poleć znajomemu
  • 29.10.2008.
  • ImageIle lat trzeba kogoś znać, aby powiedzieć, kim jest naprawdę? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć.

    Jednych poznamy dobrze już po kilku miesiącach znajomości, innych nie poznamy nawet po kilkudziesięciu latach.

     

    Włodka Cimoszewicza znam od 1975 roku i ciągle nie wiem czy znam go dobrze. Z jednej strony, częste kontakty, rozmowy, wspólna praca pozwalają powiedzieć o jego błyskotliwości, inteligencji, pracowitości oraz pryncypialności. Tak, Włodek jest pryncypialny, przyjmuje lub sam wyznacza sobie zasady, których przestrzega i chciałby, aby inni ich dotrzymywali. Chciałby, aby świat składał się z lepszych ludzi niż są w rzeczywistości. Mało tego - wierzy, że tak może się stać.

     

    Jest postacią niezwykłą o złożonej osobowości i trudnym charakterze (niektórzy określają go mianem człowieka z syndromem prymusa). Ja myślę, że ta chęć bycia najlepszym nie wynika z tego syndromu, ale jest konsekwencją jego niezwykle poważnego i odpowiedzialnego podejścia do spraw, zajęć czy obowiązków, jakich się podejmuje.

     

    Byłem członkiem rządów Pawlaka, Oleksego, Cimoszewicza, Millera i Belki. Dość często brałem (w zastępstwie ministrów środowiska) udział w posiedzeniach rady ministrów. Premier Cimoszewicz na ich tle był zawsze najlepiej przygotowany do rozstrzygania spraw na posiedzeniach rządu. Czuło się i słyszało, że do posiedzenia przeczytał dokumenty przygotowane przez podległe mu służby, miał swój przemyślany pogląd i stosunek do przedstawianych spraw. Niezwykle poważnie traktował swoje premierowskie obowiązki.

     

    Wspólnie dotknęła nas klęska powodzi w 1997 roku. Włodek był premierem, ja wiceministrem środowiska odpowiedzialnym za gospodarkę wodną. Premier Cimoszewicz w tamtym czasie wykonywał gigantyczną, ciężką pracę a jednak niesprawiedliwe, instrumentalne potraktowanie przez media fragmentu wypowiedzi Włodka Cimoszewicza, posłużyło do zmasowanej kampanii przeciw niemu; odbiło się to na ostatecznym wyniku wyborów, w których SLD nieznacznie przegrał z AWS.

     

    Towarzyszyłem mu w wylocie helikopterem do Raciborza i innych miejsc, które ledwie dotknięte były pierwszymi smagnięciami powodzi. Nic nie zapowiadało katastrofy. Włodek chciał lecieć do Kotliny Kłodzkiej, w której sytuacja była najgorsza – pilot dwukrotnie chciał skierować helikopter w ten rejon i za każdym razem musiał się wycofać. Premier kategorycznie chciał się jednak tam udać, lecz stara zasada, że na statku w morzu oraz samolocie w powietrzu rządzi kapitan – pilot odmówił wykonania polecenia premiera.

     

    Tu już rządził żywioł, ciężkie chmury, bardzo obfite opady, niezwykle ograniczona widoczność. Stałem w strugach deszczu za plecami premiera na bemowskim lotnisku po przylocie z dotkniętych powodzią obszarów. Był wieczór - około 21, reporterzy na płycie lotniska chcieli dowiedzieć się o sytuacji. Premier wyjaśniał jak wygląda rozwój wypadków. Na pytanie dziennikarza czy powodzianie mogą liczyć na odszkodowanie od państwa za straty odparł, „że powinni się ubezpieczyć, aby dostać odszkodowanie, natomiast od państwa mogą dostać nie odszkodowanie (to rola towarzystw ubezpieczeniowych), lecz wszechstronną pomoc”. W relacjach telewizyjnych zawsze przedstawiano tylko pierwszą część wypowiedzi. Ale w powietrzu już czuło się nastrój zmian frontu i dziennikarze bardzo chcieli pomóc swoim przyjaciołom politycznym w osiągnięciu celów. Ten niezasłużony atak i końcowy wynik wyborów był na pewno ciężkim doświadczeniem dla Włodka.

     

    Z drugiej strony … Wiedząc jak niezasłużenie Włodek został potraktowany w 1997 roku, byłem zaskoczony (ale pozytywnie), gdy zgodził się kandydować w wyborach na prezydenta w 2005 roku. Był, moim zdaniem, najlepszym kandydatem. Można było mieć nadzieję na dobrą prezydenturę. Nikczemność ludzi i tym razem go dopadła. Myślałem, że poprzednie doświadczenia uodporniły go na takie sytuacje, ale nie ma w pełni odpornych zawodników, są tylko źle trafieni…

     

    Jest rok 2008, już za chwilę, bo za dwa lata (to w polityce tyle co nic) kolejne wybory prezydenckie. Znowu kandydaci gorsi niż Włodek. Można powiedzieć na pewno, że Włodek byłby najlepszym prezydentem, ale byłby nie najlepszym kandydatem. Dlaczego nie najlepszym? – bo jest zbyt mądry, za wrażliwy, zbyt introwertyczny. Nie jest bratem łatą, nie czyni rzeczy do łatwego poklasku, woli sedno sprawy niż jej otoczkę.

     

    I, mimo że znam Włodka tak długo, to nie wiem czy zgodzi się kandydować czy też nie? Ale ponieważ nie potrafię dać odpowiedzi na to pytanie, to wierząc Włodkowi wiem, że cokolwiek zrobi w tej sprawie – słusznie uczyni. Proszę innych licznych sympatyków Włodzimierza Cimoszewicza, aby myśleli podobnie do mnie.